Materiały formacyjne - maj 2019 r.
opracował: ks. dr Marek Machała
Asystent Kościelny Stowarzyszenia

 

Orędzie fatimskie – wezwanie do pokuty i nawrócenia

 

Modlitwa do Ducha Świętego.

Odczytanie fragmentu Pisma Świętego.

Modlitwa spontaniczna.

 

 

 

Widzieć:

Przeżywamy miesiąc maj – czas szczególnie poświęcony modlitwie maryjnej. Proponuję, abyśmy w tym miesiącu odeszli od rozważań na temat nauczania św. Józefa Sebastiana Pelczara, a przypomnieli sobie orędzie Matki Bożej z Fatimy.

 

Orędzie Fatimskie – kilka uwag porządkowych

 

Aby zagłębić się w treść Fatimskiego Orędzia i poprawnie zinterpretować ową „prorocką misję”, z jaką mamy niewątpliwie do czynienia, warto wcześniej wziąć pod uwagę kilka kwestii.

1. 13 maja 1930 roku Kościół oficjalnie potwierdził wiarygodność objawień Matki Bożej, które miały miejsce w Cova da Iria w roku 1917. Konsekwencją tego aktu była dziękczynna pielgrzymka narodu portugalskiego do Fatimy i poświęcenie się Portugalii Niepokalanemu Sercu Maryi, gdyż taka była prośba Fatimskiej Pani. Miało to miejsce 13 maja 1931 roku. Wydarzeniem, które nadało niezwykłą rangę Fatimie, był akt poświęcenia całego Kościoła i całego rodzaju ludzkiego na zawsze Niepokalanemu Sercu Maryi, którego dokonał Pius XII 8 grudnia 1942 roku. Akt ten posiada swoistą wymowę, nie tylko z tej racji, iż Papież przypomniał Orędzie Maryi w 25 rocznicę objawień, lecz poszedł krok dalej, a mianowicie wypełnił prośbę zawartą w treści Fatimskiego Przesłania. Matka Boża w 1917 roku wyraziła bowiem pragnienie, by Papież poświęcił świat i Rosję Jej Niepokalanemu Sercu. Podjęcie przez Ojca Świętego starań, by uczynić zadość prośbie Maryi, stało się przykładem do podjęcia podobnych działań przez Kościół na całym świecie. Z taką właśnie prośbą zwrócił się Pius XII, polecając, by tego samego aktu dokonały kościoły lokalne całego świata.

Nowy impuls w krzewieniu Orędzia Fatimskiego wprowadził, jak wiemy,  Jan Paweł II po zamachu, który miał miejsce 13 maja 1981 roku. Papież bardzo wyraźnie wskazał na Fatimę, nawiązując tym samym do swoich poprzedników, zarówno Piusa XII, jak i Pawła VI. Przypominając światu i Kościołowi Fatimskie Orędzie, podkreślał nie tylko swoje indywidualne doświadczenie związane ze zbieżnością zamachu i pierwszego objawienia Maryi w Fatimie, ale co istotne: „ewangeliczną wymowę” Orędzia Matki Bożej. W homilii wygłoszonej w Fatimie 13 maja 1982 r. jasno uświadomił i wyjaśnił jego zobowiązujący charakter: „Jeśli Kościół zaakceptował orędzie z Fatimy, stało się tak przede wszystkim dlatego, że orędzie to zawiera prawdę i wezwanie samej Ewangelii. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię (Mt 1, 15); są to pierwsze słowa, jakie Mesjasz skierował do ludzkości. Orędzie z Fatimy jest w swej istocie wezwaniem do nawrócenia i pokuty, tak jak Ewangelia. Wołanie to rozległo się na początku XX wieku i stąd zostało skierowane szczególnie do tego stulecia. [...] Wołanie zawarte w orędziu Maryi z Fatimy jest tak głęboko zakorzenione w Ewangelii i w całej Tradycji, że Kościół czuje, iż orędzie to nakłada na niego obowiązek wysłuchania go". A przypominając poświęcenie, jakiego dokonał Pius XII, zapytał: „Czy to poświęcenie nie było odpowiedzią na ewangeliczną wymowę wezwania z Fatimy?”.

Wydarzenia tu przywołane oraz sama interpretacja Orędzia z Fatimy nakreślona przez Jana Pawła II, uświadamiają nam, iż mamy do czynienia z treściami, którym Kościół poświęcał wiele uwagi i bardzo poważnie się do nich odnosił. Wskazanie na „obowiązek wysłuchania” ich nie spotyka się zbyt często w praktyce Kościoła, zwłaszcza gdy mamy do czynienia z objawieniami prywatnymi. Skoro tak, to nie można pozwolić sobie na dowolne i nieodpowiedzialne interpretacje. Rodzi się zatem pytanie dotyczące podmiotu, w którego gestii jest właściwa interpretacja Orędzia. I choć ta sprawa wydaje się oczywista, to jednak odnosi się wrażenie, że dziś zapomina się o Urzędzie Nauczycielskim Kościoła, a wielu uzurpuje sobie to prawo w sposób dość jednoznaczny, lecz nieuprawniony.

2. Matka Boża ukazała się w Fatimie w 1917 roku trojgu pastuszkom: Hiacyncie, Franciszkowi i Łucji. Jak powszechnie wiadomo, Hiacynta i Franciszek zmarli wkrótce po objawieniach, natomiast Łucja, później jako siostra zakonna: doroteuszka i karmelitanka, żyła do 2005 roku. To właśnie dzięki jej wspomnieniom znana jest dziś treść Orędzia z Fatimy. Spisała je na wyraźne polecenie Kościoła i ona jedynie może być również, w pewnym sensie, odpowiednią stroną w interpretowaniu treści Fatimy.
Z powodu nieustannych i powtarzających się pytań dotyczących objawień oraz osób widzących, Siostra Łucja, nie będąc w stanie odpowiadać indywidualnie na wszystkie zapytania, za zgodą Stolicy Świętej, uczyniła to w sposób „ogólny”. Mianowicie, zebrane wszystkie pisma stanowiące odpowiedź na zadawane jej pytania i odpowiednio uporządkowane złożyły się na książkę pt. „Apele Orędzia Fatimskiego”. Ocena treści tej publikacji przez Kongregację Nauki Wiary stanowi dla nas kolejną istotną wskazówkę.

„Z wielką prostotą, przejrzystością i wierną dokładnością Łucja opracowała coś w rodzaju orędzia fatimskiego według Ewangelii, bądź też Ewangelię według Fatimy, w pełnej zgodności z podanymi wyżej słowami Jana Pawła II. Łucja porusza się faktycznie z wielką łatwością pośród różnych ksiąg Biblii, od Księgi Rodzaju po Apokalipsę, ze zdecydowaną jednak preferencją dla Ewangelii. Konfrontuje przeto w każdym rozdziale samą istotę orędzia z Fatimy, albo jakiś jego niewielki fragment, z prawdą Pisma świętego, które cytuje obficie, ale i z właściwym sobie umiarem. Uwiarygodnia w ten sposób nie tylko słowa Pani Fatimskiej lub aniołów, jako prywatne objawienia powierzone autorytatywnej interpretacji Kościoła, ale czyni je całkowicie podporządkowanymi absolutnej i autorytatywnej prawdzie Objawienia. Tak więc prywatne objawienie fatimskie staje się rodzajem charyzmatycznego i prorockiego przekazu w służbie słowa Bożego, powierzonego interpretacji Magisterium Kościoła pod przewodnictwem Ducha Świętego (por. Konstytucja dogmatyczna o Objawieniu Bożym Dei verbum, 8)” . Nie możemy zatem postrzegać Orędzia Matki Bożej z Fatimy jedynie przez pryzmat konkretnych zdarzeń z historii, abstrahując od Objawienia Bożego. Niedopuszczalne jest ograniczenie słów Orędzia jedynie do próby przewidywania konkretnych zdarzeń w przyszłości. W ten bowiem sposób sprowadzamy proroctwo Orędzia do wróżbiarstwa, tym samym jedynie wychodzimy naprzeciw ludzkiej ciekawości. Siostra Łucja, jako fatimska wizjonerka, rozmawiająca bezpośrednio z Matką Bożą w czasie Objawień w 1917 roku, nader czytelnie wskazała nam sposób interpretacji Przesłania, jak również bardzo mocno podkreślała, iż interpretacja należy ostatecznie do Kościoła.

3. Kolejna sprawa, która nam dziś umyka, a czego nigdy nie możemy stracić z pola naszej uwagi, to spostrzeżenie, iż Fatima nie jest przesłaniem mającym na celu zaspokojenie naszej ludzkiej ciekawości o przyszłe losy świata, lecz jest konkretnym wezwaniem, wskazaniem drogi, co należy uczynić, by ratować świat przed złem, a dusze przed piekłem. Fakt objawień, jak i sama treść Orędzia Fatimskiej Pani nie pozostawia co do tego żadnych wątpliwości. Ten aspekt przywołuje i podkreśla Benedykt XVI w następujący sposób: „W przesłaniu z Fatimy należy rozróżnić dwie rzeczy: jedna to konkretne wydarzenie, które przedstawione jest w formie wizjonerskiej, druga to leżąca u podstaw umiejętność wyjaśniania znaków, o którą tak naprawdę chodzi. Celem przesłania nie było zaspokajanie ciekawości. Wtedy trzeba by było opublikować tekst o wiele wcześniej. Nie, chodzi o to, aby zapowiedzieć krytyczny punkt, krytyczny moment historii: mianowicie całą moc zła, która wykrystalizowała się w XX wieku w postaci dyktatur i, na inny sposób, działa także dzisiaj. Chodziło o odpowiedź na te wyzwania” .

Nie możemy zatrzymywać się tylko na bezpośrednim interpretowaniu słów, wydarzeń, znaków przywołanych w treści objawienia, lecz z konieczności musimy sięgać głębiej. Nieuprawnione jest zatem skupienie się w interpretacji jedynie na poziomie jednoznacznych skojarzeń treści Orędzia z konkretnymi wydarzeniami naszej historii. Jeśli one mają jednak miejsce, to ich ukazanie przez Matkę Boża nie było celem samym w sobie, nie miało bowiem służyć jedynie podsycaniu ciekawości, lecz stanowiło pewną formę pedagogii w odczytaniu zasadniczego sensu Przesłania.

4. Jeszcze jedna kwestia zdaje się być warta podkreślenia. Mianowicie w całym bogactwie treści Fatimskiego Przesłania znajdujemy cały szereg wątków, treści, które wybiegają w przyszłość. Mamy zatem do czynienia z pewnego rodzaju perspektywą zdarzeń, które zostały zapowiedziane przez Matkę Bożą, a dotyczą przyszłości w stosunku do czasu objawień, czyli roku 1917. Nie należy jednak skupiać całej uwagi na tym aspekcie, gdyż wówczas pomijamy i nie dostrzegamy zasadniczej treści Przesłania, która tak naprawdę stanowi ową „prorocką misję” Fatimy. Ponadto niewłaściwy akcent w tym względzie grozi nam ukazaniem Fatimy jako zdarzenia należącego już do historii, gdyż wiele z zapowiedzianych wydarzeń stało się faktem. Stąd łatwo o wniosek, iż Fatima nie ma już nic do powiedzenia, a przywoływanie jej jest zasadne jedynie na lekcjach szeroko rozumianej historii, co oczywiście byłoby wielkim nieporozumieniem. Stąd oświadczenie kard. Angelo Sodano, wygłoszone na zakończenie uroczystej Mszy św. odprawianej 13 maja 2000 roku pod przewodnictwem Jana Pawła II w Fatimie, pozostaje bardzo wymowne. „Chociaż wydarzenia, do których odnosi się trzecia część tajemnicy fatimskiej, zdają się już należeć do przeszłości, wezwanie Maryi do pokuty i nawrócenia, wypowiedziane na początku XX wieku, pozostaje do dziś aktualne i pobudza do działania: Pani orędzia zdawała się ze szczególną przenikliwością odczytywać znaki czasu, znaki naszego czasu. (…) Naglące wezwanie Maryi do pokuty nie jest niczym innym jak tylko przejawem Jej macierzyńskiej troski o los rodziny, potrzebującej nawrócenia i przebaczenia” .


Siostra Łucja pisze w swoich wspomnieniach dotyczących 13 czerwca 1917 roku: „Prosiłam o uzdrowienie jednego chorego.

- Jeżeli się nawróci, wyzdrowieje w ciągu roku.

- Chciałabym prosić, żeby nas Pani zabrała do nieba.

- Tak! Hiacyntę i Franciszka zabiorę niedługo. Ty jednak tu zostaniesz przez jakiś czas. Jezus chce się posłużyć tobą, aby ludzie mnie poznali i pokochali. Chciałby ustanowić na świecie nabożeństwo do mego Niepokalanego Serca” .

Jakże czasem trudno sobie uświadomić, iż te właśnie słowa Matki Bożej kierowane są do kilkuletnich dzieci. W czasie objawienia 13 maja dzieci zapytane: „Czy chcecie ofiarować się Bogu, aby znosić wszystkie cierpienia, które On wam ześle jako zadośćuczynienie za grzechy, którymi jest obrażany i jako prośba o nawrócenie grzeszników?”, odpowiadają: „Tak, chcemy!”. Teraz słyszą zapowiedź, iż „niedługo” nadejdzie dzień śmierci; nie któregoś z nich, przez co żyją w niepewności, lecz wiedzą o tym dokładnie i Hiacynta i Franciszek. Ten czas, owo „niedługo”, uwarunkowany został zgodą na prośbę Maryi, by przyjęły cierpienia od Boga. I tak się stało, zarówno Franciszek, jak i Hiacynta wkrótce po zakończeniu objawień odchodzą z tego świata: Franciszek 4 kwietnia 1919 r., a Hiacynta 20 lutego 1920. Jak wiemy również ze wspomnień s. Łucji, Hiacynta znała okoliczności i dzień swojej śmierci. Jakże wzruszające są słowa wspomnień s. Łucji opisujące pożegnanie z małą Hiacyntą, która wiedziała, że będzie wiele cierpieć w dwóch szpitalach, że będzie sama w szpitalu w Lizbonie i umrze w samotności. A później, już ze szpitala w Lizbonie poinformowała Łucję, że Matka Boża już odwiedziła ją i podała dzień oraz godzinę jej śmierci . Łucja jednak miała pozostać „przez jakiś czas”, w bardzo konkretnym celu, by krzewić nabożeństwo do Niepokalanego Serca Maryi. Czy był drugi taki przypadek w historii, by wizjoner żył przez tyle lat po objawieniach? Wydaje się, że s. Łucja jest ewenementem i pobiła tu wszelkie rekordy; a jej życie rzeczywiście naznaczone było świadectwem i wysiłkami zmierzającymi do tego, by rozpowszechnić nabożeństwo do Niepokalanego Serca Maryi. Jak potoczyłyby się losy Fatimy, jest to oczywiście jedynie zwykłe ludzkie domniemanie, gdyby nie starania, listy, prośby s. Łucji kierowane do przełożonych, biskupów, papieży? Chęć nakreślenia, jakie byłyby to losy, stanowiłoby czystą spekulację, jednak nie sposób nie dopatrzeć się tego, że w długim życiu fatimskiej wizjonerki znalazła swój wyraz Boża pedagogia.


W kolejnym miesiącu, czyli 13 lipca w rozmowie z Matką Boża padają następujące słowa: „Chciałabym prosić, żeby Pani nam powiedziała, kim jest i uczyniła cud, żeby wszyscy uwierzyli, że nam się Pani ukazuje.

- Przychodźcie tutaj w dalszym ciągu co miesiąc! W październiku powiem, kim jestem i czego chcę, i uczynię cud, aby wszyscy uwierzyli”.

Maryja powtarza również w kolejnych miesiącach owo zapewnienie, że w październiku uczyni cud jako znak, by inni uwierzyli. We wrześniu podaje nawet pewne szczegóły dotyczącego październikowego objawienia. Jednak treść samej wizji w czasie październikowego objawienia była znana jedynie dzieciom, wszyscy natomiast, którzy byli obecni w Cova da Iria 13 października, zgodnie z zapowiedzią stali się świadkami cudu, który został później nazwany cudem „tańczącego słońca”.
Rodziny fatimskich wizjonerów były wręcz przerażone, obawiały się o życie swoich dzieci. Z każdym miesiącem przybywało bowiem ludzi, których przyciągała, niczym magnes, wieść o objawieniach w Fatimie. Trudno byłoby sobie wyobrazić reakcję wielotysięcznego tłumu, który na skutek braku zapowiedzianego cudu poczułby się zwiedziony i oszukany. Ponadto wrogość władzy, która czyniła wszelkie wysiłki, by ośmieszyć domniemane objawienia, znalazłaby niezbite argumenty. Czym i w jaki sposób wytłumaczyć pomysł i postawę dzieci, które dokładnie zapowiedziały, iż w październiku Matka Boża uczyni cud? Nie były świadome tego, co się stanie, lecz dokładnie określiły czas i miejsce znaku potwierdzającego fakt, iż w Fatimie prawdziwie ukazuje się Matka Boża. Dzień 13 października 1917 roku, jak się okazało, przeszedł do historii nie tylko Portugalii, ale można też powiedzieć, iż wpłynął na losy całego świata. Ten niepodważalny fakt zwrócił uwagę wszystkich: wierzących i niewierzących. Coś, co po ludzku w żaden sposób nie jest możliwe do przewidzenia, stało się faktem tak donośnym w swej wymowie, iż wielu sceptyków, ateistów, wrogów Kościoła przyznało, iż w Fatimie dokonało się coś nadzwyczajnego; na pierwszych stronach gazet w Portugalii, zamiast przygotowywanego słowa „oszustwo”, pojawiło się pisane grubą czcionką słowo: „cud”.

W tym samym miesiącu, czyli 13 lipca, Matka Boża ukazuje dzieciom piekło, a następnie zwraca się do nich: „Widzieliście piekło, do którego idą dusze biednych grzeszników. Żeby je ratować, Bóg chce rozpowszechnić na świecie nabożeństwo do mego Niepokalanego Serca. Jeżeli się zrobi to, co wam powiem, wielu przed piekłem zostanie uratowanych i nastanie pokój na świecie. Wojna zbliża się ku końcowi. Ale jeżeli ludzie nie przestaną obrażać Boga, to w czasie pontyfikatu Piusa Xl rozpocznie się druga wojna, gorsza. Kiedy pewnej nocy ujrzycie nieznane światło, wiedzcie, że jest to wielki znak od Boga, że zbliża się kara na świat za liczne jego zbrodnie, będzie wojna, głód, prześladowanie Kościoła i Ojca Świętego” .

Lektura tego krótkiego tekstu wskazuje na bardzo wiele znaków dotyczących przyszłości, które wymienia Maryja. Pierwsze zdanie, będące przypomnieniem fundamentalnej prawdy wiary, wydaje się być oczywistością. Jednak s. Łucja zapytana o to, dlaczego Matka Boża ukazała im tak przerażającą wizję, odpowiedziała bardzo znacząco: „Nie wiem, czy to dlatego, abyśmy lepiej zrozumieli potrzebę składania Bogu ofiar oraz modlitwy za nawrócenie grzeszników, Nasza Pani chciała pokazać nam piekło, w Świetle ogromnego Bożego Jestestwa; być może również dlatego, iż wiedziała, że w przyszłych czasach prawda ta zostanie negowana lub poddana w wątpliwość” . Czy dziś realność piekła i działania złego jest prawdą wiary akceptowaną przez wszystkich wierzących? Wydaje się, że podejście chociażby do posługi egzorcystów staje się aż nader wymowne i potwierdzające słowa s. Łucji, iż rzeczywiście koniecznością jest przypomnienie realności piekła. „Niezależnie od tego jakie jest piekło, z pewnością ono istnieje i dla Naszej Pani stanowi przedmiot wielkiego zmartwienia. Okazuje je w Swoim Przesłaniu prosząc wiele razy o modlitwy i ofiary dla nawrócenia grzeszników”  – dodaje z wielką prostotą s. Łucja.

Ponadto w kolejnym zdaniu otrzymujemy zapewnienie, iż wojna zbliża się ku końcowi. Słowa te padają w bardzo trudnym okresie dla Europy, gdy rzeczywiście koniec wojny był wyglądany z utęsknieniem, ale trudno było cokolwiek przewidzieć, w jakim kierunku potoczą się sprawy. Jednak nie to jest aż tak ważne, jak kolejne słowa, iż jeśli ludzie „nie przestaną obrażać Boga”, to wybuchnie druga wojna, a nawet jest podany jej czas: za „pontyfikatu Piusa XI”. Przewidywać kolejną wojnę, gdy jeszcze jedna się nie zakończyła, czyż to nie jest jakiś absurd? Oczywiście, wojny były od zawsze; zakładać więc, iż w przyszłości będzie kolejna, nie jest czymś szczególnym. Ponadto jej określenie „gorsza” również nie stanowi czegoś nadzwyczajnego. W zestawieniu jednak ze wskazaniem czasu, w którym ma się to stać, nabiera zupełnie innego wyrazu. Zauważmy, iż czas objawień w Fatimie przypada w okresie pontyfikatu Benedykta XV i nikt nie był w stanie przewidzieć, jakie imię przyjmie Papież w przyszłości i z jakimi wydarzeniami będzie złączony właśnie jego pontyfikat. Nadto jeszcze wydarzenia te ma poprzedzić „nieznane światło w nocy”. Z perspektywy roku 1917 znaki te może nie były aż tak wymowne, jednak z perspektywy minionych lat i doświadczeń stają się niezwykle znaczące. Czyż nie była tym właśnie zapowiedzianym znakiem zorza polarna, którą widziano w nocy 25 stycznia 1938 r. w całej Europie, także w Polsce? Stało się to rzeczywiście na progu II wojny światowej i do dziś nigdy więcej się nie powtórzyło coś podobnego. S. Łucja nie miała, co do tego wątpliwości. Zapowiedziana wojna rzeczywiście zaczęła ogarniać świat za pontyfikatu papieża, który przyjął imię Pius XI.
Warto jednak zatrzymać się jeszcze przy interpretacji, jaką przedstawiła s. Łucja, dotyczącej zapowiedzianej wojny, która miała być gorsza od poprzedniej. „W jakim znaczeniu wojna ta będzie jeszcze gorsza? Ponieważ będzie to wojna ateistyczna, przeciwko wierze, przeciwko Bogu, przeciwko ludowi Bożemu, której celem będzie wykorzenić judaizm, z którego wywodzili się Jezus Chrystus, Nasza Pani oraz Apostołowie, którzy przekazali nam słowo Boże i dar wiary, nadziei i miłosierdzia; lud wybrany przez Boga, wybrany od początku: Zbawienie pochodzi od żydów” . Czy potrzeba tu jeszcze jakiegokolwiek komentarza?

Warto jednak postawić w tym kontekście jeszcze jedno pytanie: czy Bóg chciał tej wojny, czy to On ukarał świat? „Nie znaczy to, że Bóg chciał wojny, Bóg jest Panem pokoju, dobra i miłości: Miłujcie się wzajemnie tak jak Ja was umiłowałem. To stanowi prawo Pana, Jego pierwsze i ostatnie przykazanie. Jednakże [Bóg] dopuszcza wojny, tak samo jak dopuszcza pełnienie całej masy grzechów na ziemi, przez wzgląd na dar wolności, jaki przekazał ludzkości, ponieważ pragnie by Mu służono, by być Mu posłusznym i by Go miłowano, z wolnego wyboru, a nie z przymusu. Jeżeli ludzie wykorzystują ten dar, aby wyrządzać zło, to oni są odpowiedzialni wobec Boga, wobec własnego sumienia, wobec ludzkości, która ponosi konsekwencje ich błędów” . Jakże dziś potrzeba nam takiego spojrzenia na świat i ludzkie życie, konsekwencje naszych czynów, które nie ogranicza się jedynie do tego co widzialne, zmysłowe i materialne. W czasie II wojny światowej zwrócił na to uwagę, w jakże mocnych słowach papież Pius XII: „Nie wystarczy modlić się, wzywać pomocy Jezusa, pośrednictwa Maryi. Trzeba, by wszyscy poznali i uznali, że ta wojna, która wydaje się największą od początku świata, jest ostatecznie nie czym innym, jak najzasłużeńszą karą z powodu obrażania Bożej sprawiedliwości. Rozum ludzki, zadufany w swoje siły, odmówił należnego Bogu posłuszeństwa” .

W aspekcie rysującego się dość czarnego scenariusza dla świata i ludzkości Maryja wplata 13 lipca również i takie zdanie: „W Portugalii będzie zawsze zachowany dogmat wiary itd.” .
S. Łucja komentuje to bardzo prosto, a mianowicie: „Obietnica ta wskazuje, iż w Portugalii wiara zawsze będzie istnieć, nawet wtedy, gdy ateiści będą chcieli ją ugasić” . 

Przywołajmy zatem kilka faktów z historii Portugalii. Otóż 8 grudnia 1640 roku w ramach obchodów święta Niepokalanego Poczęcia, w których uczestniczył nowy król Jan IV Odnowiciel, obwołano Maryję, w tytule Niepokalanie Poczętej, Patronką Portugalii. Za sugestią franciszkanów król rozkazał, aby Uniwersytet w Coimbrze nie przyznawał żadnych stopni akademickich kandydatom, którzy by wcześniej nie złożyli przysięgi, iż będą bronić tytułu Niepokalanego Poczęcia. Podczas obrad Parlamentu, które odbywały się od 28 grudnia 1645 roku do 16 marca 1646 roku, król Jan IV oficjalnie ogłosił obranie Matki Bożej Niepokalanie Poczętej na Patronkę Portugalii i ziem jej podległych. Od tego czasu Maryja Niepokalanie Poczęta uważana jest również za Królową Portugalii. Począwszy od tej daty, królowie portugalscy nigdy nie wkładali na głowę królewskiej korony. Przy okazjach bardziej uroczystych korona leżała na poduszce po prawej ręce króla. Jakże pięknie podkreślają tę świadomość słowa modlitwy przytoczonej przez s. Łucję: „Pragniemy Boga, niewdzięczni ludzie… Ratuj, Szlachetna Patronko, Swój Lud przez Ciebie chroniony, przez Boga wybrany na Lud Pana, nie opuszczaj błogosławionego miejsca, które przez Boga zostało Ci powierzone – Ave Maria! – Ratuj Królowo, Matko miłosierdzia … o łaskawa, o litościwa, o słodka Dziewico Maryjo! Której Bóg powierzył ziemię całą – Ratuj, Szlachetna Patronko!”

Ten właśnie kraj wybrał Bóg na miejsce objawień, w czasie których obwieścił przez Maryję swą wolę, iż pragnie ustanowić na świecie nabożeństwo do Niepokalanego Serca Maryi. Kraj, który szczególne bronił i sławił Niepokalanie Poczętą Dziewicę Maryję. Kraj, który w dowód wdzięczności, za dar uznania przez Kościół objawień w Fatimie, jako wyraz dziękczynienia złożył akt poświęcenia się Niepokalanemu Sercu Maryi, by wypełnić prośbę Fatimskiej Pani. W liście z roku 1940, który napisała s. Łucja do Ojca Świętego Piusa XII, czytamy: „Pan nasz obiecał roztoczyć specjalną opiekę nad Portugalią w czasie tej wojny ze względu na poświęcenie narodu Niepokalanemu Sercu Maryi przez biskupów portugalskich, jako dowód łask, które będą udzielone innym narodom, jeżeli - jak Portugalia - poświęcą się Jemu” . Znaki, jakich doświadczyła Portugalia po poświęceniu się Niepokalanemu Sercu Maryi w 1931r. oraz w 1938, są aż nader zastanawiające; została ona zachowana zarówno od rewolucji komunistycznej, jaka w tym czasie strasznie skrwawiła sąsiednią Hiszpanię, jak również zachowała ona swoją neutralność w czasie II wojny światowej. Kiedy zauważymy, iż Polska decyzją Episkopatu Polski poświęciła się Niepokalanemu Sercu Maryi w 1946 roku, to nie sposób nie postawić sobie pytania, dlaczego komunizm w Polsce wyglądał inaczej niż w krajach sąsiednich? Dlaczego nie przybrał tak wrogiej Kościołowi formy, jak w Czechosłowacji, NRD, czy republikach sowieckich?


5. Przywołajmy jeszcze na koniec słowa rozmowy Łucji z Matką Bożą z 19 sierpnia 1917 r., kiedy Łucja postawiła następujące pytanie: „Co mamy robić z pieniędzmi, które ludzie zostawiają w Cova da Iria?
- Zróbcie dwa przenośne ołtarzyki. Jeden będziesz nosiła ty z Hiacynta i dwie inne dziewczynki ubrane na biało, drugi niech nosi Franciszek i trzech chłopczyków. Pieniądze, które ofiarują na te ołtarzyki, są przeznaczone na święto Matki Boskiej Różańcowej, a reszta na budowę kaplicy, która ma tutaj powstać" .

Pytanie postawione przez Łucję, wydaje się być oczywiste, jak również odpowiedź zdaje się nie wymagać żadnego komentarza. Wsłuchajmy się jednak w słowa s. Łucji, by uświadomić sobie, ile treści może kryć się za słowami, które na pozór nie wnoszą nic szczególnego.  „Odpowiedź Naszej Pani była interpretowana przez różne osoby o różnych poglądach, włączając moją mamę, która twierdziła, iż stanowi to o próżności małych dzieci, którzy chcieliby pokazać się podczas uroczystości ku czci Naszej Pani w procesji ponieść zdobne podesty z ofiarami, które jej zostały złożone na rzecz Kościoła. Inni mówili, że Nasza Pani chciałaby w ten sposób pokazać, że przyjmuje ofiary dla Niej złożone i że jest za nie wdzięczna, itd.

W tym czasie, nie dyskutowałam więcej na ten temat, wiedziałam jedynie, że Nasza Pani tak mi powiedziała. Moja mama miała rację, ponieważ taka byłam, od urodzenia taką miałam naturę. Lubiłam festyny, lubiłam śpiewać i tańczyć, ale ona także była taka – na potańcówce zawsze była pierwsza i zawsze wybierała wesołe towarzystwo. Tak jak Dawid, tańczy, i śpiewa przed Świętą arką.
Dzisiaj, poprzez przeszłe czasy i wydarzenia, widzę w tych zdobnych podestach zapowiedź kolejnych procesji z podestami, na których przenoszono Jej wizerunek zanosząc Ją aż po krańce ziemi w znaczeniu, o jakim wspominał Jezus Chrystus mówiąc do Św. Piotra: Modliłem się za ciebie, aby twoja wiara nie osłabła. Ona, jako niebiańska posłanniczka i opiekunka całego świata, także nam mogła powiedzieć: Modliłam się za ciebie, aby twoja wiara nie osłabła, lecz by na zawsze wzrastała. Dlatego przyszłam, Bóg Mnie wysłał jako pasterkę i przewodniczkę, Matkę i opiekunkę, abym pilnowała stada Pana; dlatego idę – przedstawiona w Moim Wizerunku przez całą ziemię, morze i powietrze w poszukiwaniu zaginionej owcy.

Dla Niej, nie istnieją bariery ani granice, wszystkie drogi stają się równe, a Ona przechodzi po nich jako Pani, Królowa Matka, wszyscy Ją wychwalają i błogosławią Ją na kolanach u Jej stóp, prosząc o wybaczenie, łaskę, siłę i światło, wiarę i miłość, nawet ci, którzy nie wierzą, nie mają nadziei, nie ufają i nie miłują. To właśnie poświadczają dokumenty spisane i opublikowane przez Marię Teresę Pereirę da Cunha, naocznego świadka, która była jedną z głównych osób w tłumie, który szedł za Wizerunkiem Naszej Pani, podczas Jej pierwszej Światowej Pielgrzymki; dokumentacja ta na razie pozostaje w archiwach. Ta pielgrzymka jeszcze się nie skończyła…” . 

Jakże pouczające są dla nas wszystkie te wydarzenia, okoliczności, fakty, na które wskazała Maryja. Tworzą one, jak to zostało wcześniej określone, perspektywę zdarzeń przyszłych. Stanowi ona bowiem swego rodzaju tło, które pozwala głębiej zastanowić się nad treścią Przesłania Fatimskiego, poważniej potraktować zawarte w nim wskazania, odnieść się do niego z większą dozą zaufania, gdyż wiele z tego, na co wskazała Maryja, wypełniło się na naszych oczach. Ponadto przywołane zdarzenia kreślą diagnozę rzeczywistości, która byłaby zupełnie inna, gdybyśmy chcieli umieścić ją jedynie w ramach samej doczesności. Obraz świata, co uświadamia nam Maryja, będzie niezrozumiały, a tym samym wysiłki zmierzające do tego, by uczynić go lepszym, będą nieskuteczne. Niezbędna jest świadomość, że cała rzeczywistość, która nas otacza, nie ogranicza się do tego, co materialne i doczesne. Poruszamy się bowiem i funkcjonujemy nie tylko w tym, co zmysłowe, ale również duchowe; a nasze czyny skutkują nie tylko na naszą wieczność, ale również na świat, w którym żyjemy. Nie możemy również traktować wskazań Maryi w perspektywie determinizmu; nie mamy w tym przypadku do czynienia z wróżbami czy przewidywaniem przyszłości. Maryja jedynie nakreśla prawdę o naszym świecie, często bardzo tragiczną, a jego przyszłość wydaje się być przerażająca. Jednak wszystko to może się stać, ale nie musi. Tym, co spaja w jedną całość wszystkie wskazania i przestrogi Maryi, jest słowo: jeżeli; ono to wskazuje na warunkowość całego Przesłania. Bóg jest w tym wypadku gwarantem, że wszystko jest w Jego mocy, ale zależy również od naszej postawy, czy pozwolimy Mu działać, wybierając dobro, a wyrzekając się zła.

„Tak właśnie postrzegam Przesłanie obecne w Ogromnym Jestestwie Boga, od zawsze, by wysyłać je na ziemię, w dzień i godzinę przez Niego wyznaczone w znakach i planach Jego nieskończonego miłosierdzia, jako jeszcze jeden apel o wiarę, nadzieję i miłość”  – zaznacza s. Łucja. Dochodzimy w ten sposób do zasadniczej treści Przesłania Fatimskiego i tego, co Benedykt XVI nazwał „prorocką misją Fatimy”.

 

 

Osądzić

  1. Na ile znam orędzie Matki Bożej z Fatimy?
  2. W jaki sposób realizuję w swoim życiu wezwanie do pokuty i nawrócenia?

Działać:

  1. Podjąć konkretną formę pokuty i wynagrodzenia za grzechy.